Get Adobe Flash player

Andrychów

Historia

Pierwsze wzmianki historyczne o Andrychowie pochodzą z wykazów świętopietrza z 1344r., tj z czasów ostatniego polskiego władcy piastowskiego - króla Kazimierza III Wielkiego. Był wtedy Andrychów niewielką wsią w księstwie zatorskim.

W 1345 r. liczył 105 mieszkańców i zajmował obszar 27 km2.

Początki andrychowskiej osady sięgają zapewne okresu jeszcze wcześniejszego - być może czasu przełomu XIII i XIV wieku, albo i nawet dawniejszego. Są hipotezy, że to wychodźcy z Moraw założyli małą wioskę Indrzychów. We wspomnianym wykazie świętopietrza figurowała ona pod nazwą Henrychów, a J.Długosz w "Liber Beneficjorum" nazywa ją Gendrzychowem. Wcześniejsze niż w przypadku Andrychowa wzmianki w dokumentach historycznych dotyczą niektórych pobliskich wsi: Kleczy Dolnej i Górnej /1304/, Nidku /1313/, Inwałdu i Wieprza /1318/ oraz Frydrychowic i Głębowic /1326/. Należy tu dodać, iż pierwsze zapisy kronikarskie o kościele w Andrychowie pochodzą z 1325 r.

Około roku 1440, przez Andrychów przeciągała banda Dersława /Dzierżka/ z Rytwin podążająca na rabunek Zatora. Do niej dołączyła się większość mieszkańców Andrychowa i wioska znacznie wyludniła się. W tym czasie był Andrychów własnością Mikołaja herbu Szaszor, który był również właścicielem sąsiedniego Wieprza.

Za czasów Zygmunta I Starego, w I połowie XVI stulecia właścicielami Andrychowa byli Schillingowie - mieszczańska rodzina niemiecka osiadła w Krakowie. Byli oni zwolennikami reformacji, toteż w II połowie XVI w. mieszkańcy Andrychowa, zapewne za przykładem dziedziców - w znacznej swej części przeszli na kalwinizm. Parafia katolicka przestała istnieć w Andrychowie. Ówczesny drewniany kościółek katolicki dołączony został do parafii w Wieprzu. Parafia katolicka w Andrychowie została reaktywowana dopiero z początkiem XIX w., w r.1818. Wg spisu podatkowego z 1581 roku - Andrychów i Sułkowice były własnością Jakuba Secygniowskiego, Rzyki i Zagórnik - dobrami królewskimi należącymi do zamku w Zatorze, natomiast Roczyny pozostawały we władaniu szlachcica Pieniążka.

W początkach XVII wieku Andrychów przeszedł w posiadanie Mariana Przyłęckiego /zm. w r. 1643/ h.Szreniawa - sędziego, a później kasztelana oświęcimskiego, jako wiano jego żony - Elżbiety z Schillingów. Po bezdzietnym Marianie Przyłęckim Andrychów odziedziczył Hieronim Przyłęcki - brat Mariana. Wówczas był już Andrychów centrum administracyjnym całego klucza składającego się z sąsiadujących wiosek: Wieprz, Inwałd, Targanice, Roczyny i Sułkowice. W połowie XVII w. przechodzi Andrychów we władanie Achacego Przyłęckiego - syna Hieronima.
W 1655 r., ciągnące na Oświęcim i Żywiecczyznę oddziały szwedzkie prawie całkowicie zniszczyły Andrychów. Wieś została splądrowana, spalona i zniszczona i potem przez jakiś czas mozolnie podnosiła się z wojennej pożogi i zgliszcz. W 1673 r. w Andrychowie i Sułkowicach było łącznie tylko 73 domy, a liczba mieszkańców nie przekraczała 300 osób. Ledwie jednak nieco zabliźniły się rany z potopu szwedzkiego, a tu niebawem przyszło nowe nieszczęście. W czasie walk Augusta II z królem Szwecji Karolem XII, w roku 1707 Andrychów ulega ponownemu zniszczeniu i znowu trzeba się było lizać z ran. Po śmierci Achacego Przyłęckiego, wdowa po nim - Salomea Anna z Nielepców wychodzi za mąż za Stanisława Szwarcenberg - Czernego h. Nowina z Witawic i Andrychów od r. 1704 przechodzi w posiadanie tej rodziny. Po Stanisławie Czernym, Andrychów wraz z całym kluczem odziedziczył bratanek Stanisława Franciszek - kasztelan oświęcimski, który by podźwignąć zniszczoną wojnami wioskę - sprowadził i osiedlił tu rzemieślników, m.inn. tkaczy z Belgii, Saksonii i Śląska. Miało to miejsce w początkach XVIII wieku i fakt ten wywarł niewątpliwie znaczący wpływ na rozwój andrychowskiego tkactwa. Z kolei, córka Franciszka Czernego - Salomea, wyszła za mąż za Stanisława Ankwicza z Posławic h. Abdank - kasztelana bieckiego i wniosła w posagu w dom Ankwiczów andrychowskie dobra.

Początki andrychowskiego tkactwa sięgają jeszcze zapewne okresu XVI stulecia, przy czym - o rozwoju Andrychowa zadecydowały z całą pewnością wydarzenia z czasu przełomu XVII i XVIII wieku, kiedy to z małej wioski urasta Andrychów do miary sporej i ludnej miejscowości. Intensywnie zaczęło się rozwijać tkactwo lniane, które stało się historyczną szansą Andrychowa, w znacznym stopniu wykorzystaną.

Pomimo okresowego napływu cudzoziemców, ludność polska zawsze przeważała w Andrychowie. Podnieść należy, że już samo położenie geograficzne Andrychowa w południowo-zachodnim zakątku ówczesnego państwa polskiego sprzyjało napływowi cudzoziemców na te tereny. Byli to w szczególności osadnicy z Czech, Słowacji i Moraw, a także osadnicy wołoscy. Osadnictwo z Niemiec nie wywarło tu większego znaczenia.

Istotne znaczenie dla Andrychowa miało niewątpliwie uzyskanie praw miejskich. Droga do tych praw była jednak długa i żmudna. W warunkach feudalizmu, istniało wiele powodów i czynników hamujących zamysł zamiany zwykłej wsi pańszczyźnianej w miasto. Rozwój Andrychowa zmierzał jednak nieuchronnie do przekształcenia wsi w miasto. Pojawiły się instytucje charakterystyczne dla miasta. Przede wszystkim - jak to się dziś określa - infrastruktura handlowa. Zwrócić należy uwagę na wzrastające znaczenie handlowe ówczesnego Andrychowa, będącego organizatorem wymiany handlowej dla całej okolicy. To właśnie doprowadziło do otwarcia w Andrychowie jarmarków. Odpowiedni przywilej królewski pochodzi z kancelarii koronnej Augusta III i nosi datę 5 czerwca 1750 r. A więc handel i rzemiosło /i to nie tylko tkackie/ doprowadziły do rozwoju oraz wzrostu znaczenia andrychowskiej osady. I wreszcie nadszedł rok 1767 - lokacji miasta.

Staraniem Stanisława Ankwicza, król Stanisław August wyraził zgodę na przekształcenie części dotychczasowej wsi Andrychów w prywatne miasteczko Ankwiczów. Podstawę prawną urządzenia miasta stanowiły dwa przywileje :

* królewski z dnia 24 października 1767 roku z nadania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz
* Stanisława Ankwicza - ówczesnego właściciela Andrychowa - wprowadzający wspomniany przywilej królewski, a pochodzący z daty 8 maja 1768 roku.
Skoro o przywilejach mowa, to w r. 1823 miasto otrzymało przywilej CK kancelarii w Wiedniu /latem 1772 r. Andrychów został zajęty przez wojska austriackie i do roku 1918, przez 146 lat pozostawał w zaborze austriackim/ potwierdzający prawa miejskie w ówczesnych warunkach politycznych.

Jak dokonano lokacji? Ankwicz poszedł niewątpliwie po mniejszej linii oporu lokując swoje prywatne miasto na części swej dotychczasowej wsi. Tak więc, od roku 1767 istniały obok siebie miasto i wieś Andrychów. Ten dziwaczny stan i układ trwał aż do 27 czerwca 1886 r., kiedy to miasto i wieś nareszcie połączono. Powstanie miasta - był to jednak niezwykle ważny etap w rozwoju Andrychowa, jego niezaprzeczalny awans oraz szansa na dalszy rozwój. Awans ten zawdzięczał Andrychów znacznemu już w tym czasie rozwojowi tkactwa. W dokumencie lokacyjnym powiedziano m.inn., że nowokreowane miasto jest miejscowością "gdzie nie bez zaszczytu krajowego i pożytku skarbu koronnego - manufaktury obrusów, drelichów i innych, od lat kilkadziesiąt trwające, pomnażają się z tamtejszych ludzi sposobnością i staraniem, nie tylko w państwach naszych, ale i w cudzych krajach przedają się...".

Miasteczko Andrychów, które w 1780 roku miało 75 domów i 598 mieszkańców -zajmowało niewielki obszar. Rozlokowane było w obrębie rynku i drogi Wadowice - Kęty, pomiędzy Wieprzówką a wylotem obecnej ulicy Starowiejskiej oraz nieco zabudowań było przy drodze do Targanic. Tereny leżące na zachód od Wieprzówki, w rejonie Pańskiej Góry i na południe od niej - należały do wsi Andrychowa. Wieś ta miała znacznie większy obszar niż miasto i więcej mieszkańców. Np w 1816 r., we wsi Andrychów było 217 domów i 1860 mieszkańców, a w mieście Andrychowie w 1824 r. - tylko 125 domów i 1050 mieszkańców.

Po śmierci Stanisława Ankwicza, klucz andrychowski podzielono między dwu synów tegoż szlachcica: Józefa - znanego targowiczanina oraz Tadeusza - któremu przypadł Andrychów. Po śmierci tego ostatniego /1785r./ Andrychowem zarządzała przez jakiś czas wdowa po Tadeuszu - Katarzyna z Małachowskich, a na początku XIX wieku sprzedany został Andrychów rodzinie hr. Bobrowskich, w których formalnym władaniu pozostawał do 1945 roku.

Koniec XVIII wieku przyniósł znaczny rozwój tkactwa w Andrychowie. W 1792 roku było tu już 200 warsztatów tkackich, a miejscowy cech /wraz z okolicą/ liczył ich 700. W Andrychowie znajdowały się wówczas 3 magle i 4 blichy na których wybielano 28.000 sztuk /sztuka miała 12 łokci, tzw. łokieć nowopolski = 576 mm/ różnego rodzaju płócien. Wyprodukowane w Andrychowie i okolicznych wioskach drelichy /płótna/ rozprowadzano nie tylko po kraju, ale również i po wielu państwach Europy i Azji. Będzie jeszcze o tym mowa. Chłopi - tkacze w Andrychowie i okolicy, na ręcznych warsztatach tkali płótno, a chłopi - handlarze zrzeszeni w kolegacje /od słowa kolega/ rozprowadzali wytworzone wyroby. Płótna i drelichy miały na ogół naturalny kolor. Przy użyciu naturalnego barwnika /indygo/ farbowano je czasami na niebiesko. Ważną rolę odgrywały wówczas blichy w których te płótna i drelichy bielono. W XVIII wieku oraz początkach XIX stulecia - w organizacji zbytu zarówno przędzy lnianej, jak i gotowych wyrobów niepoślednią rolę odgrywały słynne andrychowskie jarmarki /wzmiankowano o nich uprzednio/, na które Ankwiczowie uzyskali przywilej jeszcze przed lokacją miasta. Ożywiony ruch handlowy panował zresztą w Andrychowie także podczas cotygodniowych targów - we wtorki i piątki /początkowo - targi odbywały się w poniedziałki/.

W latach 30-tych XIX w., dotychczasowy, tradycyjny układ stosunków produkcyjnych ulega załamaniu. Andrychów i okolica przeżywają swoją pierwszą rewolucję przemysłową. Zamiast tradycyjnego, od wieków stosowanego rodzimego lnu pojawia się bawełna sprowadzana głównie z Egiptu. Światowe zapotrzebowanie na wyroby lniane gwałtownie maleje, a odpowiednio wzrasta zainteresowanie wyrobami tekstylnymi z bawełny. Odznaczają się one dużymi walorami użytkowymi i estetycznymi. Są m.inn. miękkie, delikatne, lekkie, mają dobre właściwości ogrzewcze. Andrychowscy tkacze przestawiają się w swoich warsztatach na nowy rodzaj przędzy. Trzeba ją jednak sprowadzać z daleka. Pojawiają się przedsiębiorcy, którzy zajmują się hurtowym sprowadzaniem bawełny i rozprowadzaniem jej wśród tkaczy. Powstaje system nakładczy. Nakładca dostarcza tkaczowi surowiec, tkacz wykonuje dlań wyroby, które nakładca lokuje w swych magazynach. Tkacz otrzymuje za swą pracę marne wynagrodzenie i nędznie wraz z rodziną wegetuje. Pleni się bieda, głód, choroby /szczególnie - gruźlica/. Jednym z pierwszych wielkich nakładców andrychowskich był Józef Koświtzki.

Zjawił się w Andrychowie jako trzydziestoletni "emerytowany komisarz straży skarbowej", rodem z Węgier. W 1833 r. ożenił się z córką miejscowego karczmarza Józefa Pękali i w krótkim czasie, wykorzystując koniunkturę na bawełnę dorobił się znacznego majątku. To wyznaczyło jego pozycję w mieście. Przez wiele lat sprawował funkcję burmistrza i w ogóle był pierwszym obywatelem Andrychowa. Był bezdzietny i w testamencie znaczną część swego majątku przeznaczył na różne cele społeczne.
Na andrychowskim cmentarzu komunalnym znajduje się kaplica małżeństwa Koświtzkich. Szwagrem Józefa Koświtzkiego ożenionym z drugą córką wspomnianego Pękali był drugi znany nakładca andrychowski - Antoni Heradin. Po nim, interesy nakładcze prowadził przez jakiś czas jego syn - Antoni Józef .

W początkach XIX w. zaczyna znacznie wzrastać w Andrychowie procent ludności żydowskiej. Z niej to rekrutowała się duża grupa andrychowskich nakładców, właścicieli farbiarni, magli i innych przedsiębiorstw handlowych i przemysłowych. Jedną z najbardziej znanych firm nakładczych była firma Joachima Grünspana. Był on pierwszym nakładcą - przemysłowcem w Andrychowie. W roku 1874, przy użyciu krosien typu Jacquarda /Żakarda/ rozpoczął produkcję systemem mechanicznym: tkanin artystycznych, dywanów, tkanin opatrunkowych i bawełnianych. Z jego artystycznej tkalni wychodziły popularne i poszukiwane w całej Galicji tkane portrety Tadeusza Kościuszki, Józefa Poniatowskiego, Adama Mickiewicza, Franciszka Józefa i inne.

Do dużych firm nakładczych należała firma Izraelich. Rodzina ta, oprócz nakładów zajmowała się handlem bawełną i lichwą. Poza tym, w XIX w. działało około dwudziestu innych, pomniejszych, przeważnie żydowskich nakładców, jak: Feliksowie, Schnitzerowie, Tramerowie, Bincerowie, Pilzerowie, Kleinowie, Ungerowie, Zahradnik i inni.

W związku z wprowadzeniem do produkcji bawełny - upadły dawne blichy, natomiast - znacznie rozbudowały się farbiarnie barwiące wyroby bawełniane na wszelkie możliwe kolory. Niektórzy z andrychowskich nakładców prowadzili równocześnie farbiarnie oraz /także i w okresie bawełnianym/ niezbędne dawniejsze urządzenia wytwórcze.

Zmiana surowca używanego do produkcji fatalnie odbiła się na rolnikach andrychowskich oraz z dalszych okolic. Wielu z nich, nawet niezbyt zamożnych, ale posiadających kilka zagonów - wyciągało określone zyski z uprawy i obróbki lnu. Poczynając od lat 40-tych XIX wieku uprawy lnu zaczęły się gwałtownie kurczyć i w połowie wieku zajmowany przez nie areał był już znikomy.

W XIX w. znacznie też podrożał kredyt, co zdecydowanie niekorzystnie odbiło się na sytuacji znacznej części ludności Andrychowa i okolicy związanej z produkcją włókienniczą. Wg Mariusza Kulczykowskiego, w XVII i XVIII wieku - stopa procentowa przy udzielaniu kredytu wynosiła zwykle 5%, a wyjątkowo 6% rocznie. W XIX w. żydowscy nakładcy - lichwiarze, a również i Koświtzki z małżonką podnieśli wspomnianą stopę procentową do 10%, a w niektórych przypadkach nawet do 15% rocznie, co było jak na tamte czasy - nieprawdopodobnym zdzierstwem.

Interesującym zjawiskiem, na które zwrócił uwagę wspomniany M.Kulczykowski był fakt, iż mimo finansowego opanowania tkackich procesów wytwórczych przez nakładców - nie zawsze zajmowali się oni na własny rachunek zbytem skupowanych od tkaczy wyrobów, pozostawiając to wspomnianym już chłopskim kolegacjom, podobnie jak to było powszechnie praktykowane w XVIII wieku. Kulczykowski wyjaśnia to dziwne zjawisko tym, że andrychowskie wyroby bawełniane produkowane w XIX wieku na ręcznych warsztatach nie mogły w całej pełni konkurować ze znakomitymi wyrobami tekstylnymi wytwarzanymi przez wielkie fabryki włókiennicze na Śląsku, w Łodzi, a także przez fabryki niemieckie i czeskie i w związku z tym należało właśnie przez domokrążców - komiwojażerów docierać do nabywców, szukać ich po targach, jarmarkach, a nawet i prywatnych domach.

Kiedyś, andrychowscy drelicharze byli szeroko znani i w kraju i za granicą. Mieli swe składy w Stambule, Smyrnie, Aleksandrii, Wenecji, Marsylii, Barcelonie, Lubece, Hamburgu, w Moskwie. Gdy idzie o kontakty krajowe, to andrychowianie odwiedzali jarmarki w miastach śląskich, a także znane w kraju jarmarki w Dubnie, Łęczycy, Lublinie, Warszawie, Lwowie, Tarnopolu, czy w Gdańsku. Co jednak wielki przemysł to nie warsztat tkacki i manufaktura, więc coraz trudniej było dotrzymać kroku wielkim, nowoczesnym wytwórcom. Pojawiły się też potężne, wyspecjalizowane organizacje kupieckie z którymi trudno było konkurować. Chłopskie kolegacje andrychowskie nie mogły się w żaden sposób równać z wielkimi firmami handlującymi tekstyliami i w II połowie XIX wieku zostały wyparte z dawnych, tradycyjnych rynków. Przyszło poszukiwać nabywców głównie we wschodniej Galicji oraz w ubogich i zacofanych gospodarczo krajach bałkańskich. Mimo wszystko, w XIX w. było jeszcze kilka prężnych kolegacji chłopskich. Do najbardziej znanych należała kolegacja Kotlarczyków w Sułkowicach, która zajmowała się rozprowadzaniem tutejszych wyrobów na Śląsku, w Czechach i na Morawach. W Wieprzu działała kolegacja Józefa Hermy, która we Lwowie miała swój hurtowny magazyn dla całej Małopolski wschodniej. Inną kolegacją prowadzącą handel również we wschodniej Małopolsce, a także i na Bałkanach była kolegacja Cholewków z Inwałdu.


Samo miesteczko Andrychów od początku XIX wieku do lat sześćdziesiątych tegoż stulecia - niewiele się rozwinięło i rozbudowało. W roku 1807 wieś i miasto Andrychów zamieszkiwało łącznie 2663 mieszkańców, a w roku 1846 - 3320. W roku 1866 było w mieście Andrychowie 131 domów /przeważnie murowanych/ oraz 1166 mieszkańców, a tym: 899 Polaków, 181 Żydów, 86 Niemców i 1 Ukrainiec. Zwraca uwagę dosyć wysoki udział procentowy /21%/ wyznawców obrządku mojżeszowego w społeczności miasta, w sytuacji gdy udział Żydów w populacji ogółem całego powiatu wynosił zaledwie 3,5 %. Przekrój socjalny mieszkańców był następujący: 2 księży, 14 urzędników, 5 pracowników służby zdrowia /1 lekarz, 1 cyrulik, 2 akuszerki, 1 aptekarz/, 22 posiadaczy gruntów i domów, 55 chałupników, 60 rzemieślników /m.in. 10 szewców, 4 farbiarzy, 5 drelicharzy, 2 krawców, 1 kuśnierz, 1 kapelusznik, 1 cukiernik, 1 krupiarz , 1 grzebieniarz, 2 masarzy, 2 kowali, 1 ślusarz, 2 kołodzieji, 1 garncarz i 1 szklarz/.
Ponadto, było 17 właścicieli różnych szynków, 1 właściciel domu zajezdnego, 6 kramarzy, 6 "szpekulantów" /chyba - nakładcy/, 1 właściciel składu bawełny, 3 hurtowników drelichów, 102 handlarzy, 114 pomocników handlu i rzemiosła, 116 sług i najemników oraz "514 kobiet i dzieci". Z zakładów przemysłowych czynne były: 2 fabryczki likierów i rozolisów, fabryka powozów zwanych "najtyczankami", browar i gorzelnia.

W roku 1872 wieś Andrychów nadal górowała liczebnością nad miastem. Miała 1665 mieszkańców, a wśród nich: 2 urzędników prywatnych, 15 rolników, 65 zagrodników, 62 chałupników, 5 młynarzy, 8 handlarzy - domokrążców, 3 garncarzy, 2 piekarzy, 2 szewców, 1 wapniarza, 1 rzeźnika, 1 kowala, 1 farbiarza, 173 "pomocników przy handlu i przemyśle", 422 innych sług i najemników oraz "1002 kobiet i dzieci".

Miasto Andrychów było wówczas siedzibą magistratu, sądu grodzkiego /od 1855 r./, ekspedycji pocztowej, urzędu miar i wag, kwatermistrzowstwa wojska i notariatu. Od roku 1807 istniał w Andrychowie szpital dla ubogich.

Jak już wspomniano - w r. 1886 wieś Andrychów została włączona do miasta. Nareszcie powstał jeden organizm administracyjny. Ludność tak powiększonego Andrychowa wyniosła 3866 osób. W r.1890 było w Andrychowie 4053 mieszkańców, a w r. 1914 - 4361.

W okresie XIX wieku - liczba ludności Andrychowa niejednokrotnie, drastycznie zmniejszała się. Tak było w szczególności w I połowie tegoż stulecia, a to - ze względu na parokrotne ówczesne epidemie i zarazy /np epidemia cholery, tyfus głodowy/.


W roku 1893 - groźny pożar zniszczył centralną część miasta.


Okres od II połowy XIX w. to trudny czas w historii Andrychowa. Zaczęło podupadać tkactwo, a i w innych dziedzinach pojawiły się dotkliwe oznaki stagnacji i zastoju. Lata aż do roku 1907 to dla miasta okres regresu gospodarczego. Bezrobocie, emigracja sezonowa i stała - to nieodstępne elementy życia ludności Andrychowszczyzny tamtych czasów. W mieście panowała zresztą ospała atmosfera. Kiedyś, wydawało się, że kolejną szansą miasta i regionu stanie się produkcja bawełniana, która pojawiła się obok dotychczasowej wytwórczości z lnu. Nie wszystkie jednak marzenia ziściły się, a dopiero wtedy - w okresie bawełnianym - doszło do nieprawdopodobnego wyzysku miejscowych, najbiedniejszych tkaczy przez nakładców. A tu, licha ziemia nie mogła wyżywić wszystkich. Nędza licznych andrychowian stała się przysłowiową galicyjską, a głód dosyć nieodłącznie począł doskwierać licznym z nich.

Niestety, dość daleko w tyle za ambicjami i dokonaniami pozostawało sporo spraw. Choćby - szkolnictwo. W XVIII wieku - analfabetyzm pośród mieszkańców miasta i wsi Andrychów był niemal powszechny. Dopiero z końcem 1791 roku, w 24 lata po lokacji miasta założona została pierwsza szkoła w Andrychowie. Aż do roku 1858 szkoła ta miała tylko jednego nauczyciela, a uczyły się w niej również dzieci z Targanic, Sułkowic i Roczyn. Znacznym problemem w działalności tej szkoły było jej przepełnienie. W r. 1887 uczyło się tu aż 468 dzieci. Otwarto więc drugą szkołę - w trzy lata poźniej. Trzeba przy tym pamiętać, że szkoły powszechne w Andrychowie były natenczas pięcio - lub sześcioklasowe. Wg danych ze znanej monografii B.Marczewskiego o powiecie wadowickim, w r.1897 było w tymże powiecie 52% analfabetów.

Przełom XIX i XX wieku przyniósł andrychowskiemu ośrodkowi tkackiemu drugą rewolucję przemysłową. Już z końcem XIX w. zaczęto powoli odchodzić od ręcznego sposobu produkcji tkanin i wprowadzać mechaniczne krosna. Jak już wspomniano - początek dała firma J.Grünspana. Zaczęła ona sprowadzać coraz większą ilość mechanicznych krosien i na spłaty oddawać je tkaczom. Kres ręcznej produkcji tkackiej w Andrychowie i okolicznych wioskach wyznaczyło powstanie w Andrychowie w początkach XX wieku - pierwszej, dużej fabryki tekstylnej własności braci Czeczowiczków. Była to żydowska rodzina pochodząca z Czech. Założycielem i głównym udziałowcem firmy był inż. Emil Czeczowiczka, a wspólnikami jego bracia: Salomon, Edwin i Fryderyk. 16 listopada 1906 roku fabrykanci zawarli z miastem Andrychowem umowę o budowie fabryki. W r. 1908, przy poparciu władz miejskich ukończono budowę i otwarto "Pierwszą galicyjską tkalnię mechaniczną wyrobów bawełnianych - Braci Czeczowiczka". Jej powstanie z radością powitali spauperyzowani miejscowi i okoliczni tkacze, którzy znaleźli w niej zatrudnienie i uwolnili się od nakładców. Jak napisano o tym wydarzeniu w Kronice parafialnej: "własnością jest ona niestety żydowską /.../ z tego też powodu poprzestać należało jedynie tylko na uroczystym otwarciu fabryki, w którym uczestniczyli ministrowie i wielu posłów, poświęcona zaś kościelnie, chociaż sie tego domagano - nie została".

Uruchomienie w Andrychowie fabryki z prawdziwego zdarzenia było dla miasta i okolicy faktem doniosłym i znaczącym. Czeczowiczkowie dość szybko udowodnili, że nie boją sie konkurencji, trudny czas potrafią jakoś znieść i przetrwać, a koniunkturę w pełni wykorzystać. Nie znaczy to, że wszystkie ich pociągnięcia były wiekopomne i chwalebne. Trudno było im też sprostać olbrzymim potrzebom tutejszego rynku pracy. W roku 1910 firma Czeczowiczków zatrudniała 500 robotników, a w cztery lata później - 850. W roku otwarcia fabryki było 480 warsztatów tkackich, a po czterech latach - 1005. Administrację f-my stanowiło w tym czasie ośmiu do piętnastu urzędników.

Najważniejsze wydarzenia I wojny światowej rozegrały się daleko od Andrychowa. Andrychowianie jednakże - tak jak i inni mieszkańcy Galicji - byli zmuszeni do służby wojskowej w armii cesarza Austro-Węgier, a wojna - wiązała się przede wszystkim z narażaniem życia na różnych frontach. W czasie wojny, opustoszałe po ojcach, mężach i braciach miejsca pracy w fabryce Czeczowiczków zająć musiały kobiety i dzieci. Pojawiły się poważne trudności i problemy. Już w drugim roku wojny zaczęło brakować w Andrychowie żywności i opału. Umęczeni ludzie z utęsknieniem wyczekiwali zakończenia wojennego koszmaru oraz powrotu najbliższych z frontu.