Rozpoczęcie wymarzonego urlopu od wejścia na pokład samolotu to ekscytujący moment, jednak dla naszej cery to początek prawdziwej walki o przetrwanie. Nawet krótki, liczący 3 godziny lot do słonecznej Hiszpanii potrafi drastycznie pogorszyć stan naskórka, a w przypadku rejsów międzykontynentalnych trwających 10 lub 12 godzin, skutki bywają wręcz opłakane. Skóra staje się szara, ściągnięta, pozbawiona blasku, a na jej powierzchni mogą pojawić się bolesne wypryski.
Aby po wylądowaniu wyglądać świeżo i promiennie, nie wystarczy nałożenie przed wyjściem z domu grubszej warstwy zwykłego kremu. Pokładowa kosmetyczka wymaga specjalistycznego, przemyślanego podejścia. Przedstawiamy kompletny poradnik, dzięki któremu Twoja twarz przetrwa najdłuższą podniebną podróż w nienagannym stanie.
Dlaczego powietrze w kabinie niszczy naszą cerę?
Zrozumienie problemu to połowa sukcesu. Kiedy samolot wznosi się na wysokość przelotową około 10000 metrów, warunki wewnątrz kabiny stają się ekstremalnie nieprzyjazne dla ludzkiego organizmu.
Głównym winowajcą problemów skórnych jest drastyczny spadek wilgotności powietrza. W komfortowych warunkach domowych wilgotność wynosi zazwyczaj od 40 do 60 procent. W kabinie pasażerskiej klimatyzatory wysuszają powietrze do poziomu zaledwie 10 do 20 procent (to powietrze bardziej suche niż na Saharze!). W efekcie woda dosłownie „ucieka” z naszej skóry do otoczenia poprzez proces transepidermalnej utraty wody (TEWL). Dodatkowo, obniżone ciśnienie wewnątrz maszyny spowalnia mikrokrążenie krwi, co skutkuje brakiem dotlenienia komórek, obrzękami i szarym kolorytem cery.
5 kroków do idealnie nawilżonej cery podczas lotu
Podobnie jak w świadomej pielęgnacji włosów, gdzie kluczem do sukcesu jest zachowanie równowagi PEH (odpowiedni balans protein, emolientów i humektantów dopasowany do ich porowatości), tak samo cera w samolocie wymaga wysoce strategicznego i wieloetapowego podejścia. Aby skutecznie przetrwać lot, musimy najpierw dostarczyć skórze potężnej dawki humektantów (które zwiążą wodę), a następnie szczelnie domknąć je emolientami. Oto 5 kluczowych etapów.
Krok 1: Demakijaż i absolutne oczyszczenie
Największym błędem, jaki można popełnić przed długim lotem, jest wejście na pokład w pełnym, ciężkim makijażu. Podkłady i pudry w połączeniu z suchym, recyrkulowanym powietrzem stanowią idealne środowisko do namnażania się bakterii i powstawania stanów zapalnych.
-
Wskazówka: Jeśli lecisz rano, zrezygnuj z makijażu już w domu. Jeśli lot odbywa się po całym dniu pracy, po przejściu kontroli bezpieczeństwa udaj się do łazienki na lotnisku i zmyj twarz.
-
Sprzęt: W bagażu podręcznym (w pojemnikach do 100 ml) miej ze sobą łagodny żel myjący lub hydrofilowy olejek do demakijażu, a twarz osuszaj jednorazowymi ręcznikami papierowymi.
Krok 2: Uderzeniowa dawka humektantów
Gdy skóra jest idealnie czysta, musimy natychmiast dostarczyć jej składników wiążących cząsteczki wody w naskórku. Do tego celu najlepiej sprawdzą się skoncentrowane sera.
-
Wybieraj produkty bogate w silne humektanty: kwas hialuronowy, glicerynę, aloes czy trehalozę.
-
Zastosuj technikę warstwowania – nałóż 2 cienkie warstwy serum w odstępie 1 minuty, delikatnie wklepując preparat opuszkami palców.
Krok 3: Maska w płachcie (Twój podniebny kompres)
To sekret stewardes i azjatyckich gwiazd kina. Maska w płachcie (sheet mask) to idealne rozwiązanie na czas lotu. Bawełniany lub hydrożelowy materiał tworzy fizyczną barierę (okluzję), która zapobiega odparowywaniu esencji z twarzy, wymuszając jej wchłanianie w głąb skóry.
-
Nałóż maskę na 15 do 20 minut podczas spokojnego etapu lotu.
-
Aby uniknąć zabrudzenia ubrań, wybieraj maski o żelowej konsystencji esencji, która nie spływa po szyi.
Krok 4: Emolienty, czyli pancerz ochronny
Nałożenie samych humektantów (nawilżaczy) w ekstremalnie suchym powietrzu przyniesie odwrotny skutek – woda wyparuje z twarzy, a skóra stanie się jeszcze bardziej przesuszona. Aby temu zapobiec, musimy zamknąć nawilżenie grubą warstwą emolientów.
-
Bezpośrednio po zdjęciu maski w płachcie wmasuj w twarz gęsty, odżywczy krem.
-
Szukaj w składzie takich substancji jak: masło shea, skwalan, ceramidy, oleje roślinne (np. z pestek malin lub jojoba). Taka warstwa okluzyjna będzie pełnić funkcję tarczy ochronnej przez następne 6 do 8 godzin.
Krok 5: Ochrona przed promieniowaniem UV (SPF 50)
Wielu pasażerów zapomina, że w samolocie jesteśmy znacznie bliżej słońca, a szyby w oknach kabiny nie blokują szkodliwego promieniowania UVA. Promienie te wnikają głęboko w skórę, przyspieszając procesy fotostarzenia i powodując przebarwienia.
-
Niezależnie od pory roku, jeśli lecisz w ciągu dnia i siedzisz przy oknie, aplikacja kremu z filtrem SPF 50 to absolutny obowiązek.
-
Zastosuj krem ochronny jako ostatnią warstwę, co najmniej 20 minut przed naświetleniem.
Czego bezwzględnie unikać podczas podróży samolotem?
Nawet najlepsza kosmetyczna rutyna legnie w gruzach, jeśli popełnisz podstawowe błędy podczas samego lotu.
-
Wody termalne w sprayu: Spryskiwanie twarzy wodą termalną na pokładzie to jeden z największych mitów pielęgnacyjnych. Rozpylona na twarzy woda, ze względu na zerową wilgotność w kabinie, natychmiast odparuje, „wyciągając” przy okazji wilgoć z głębszych warstw naskórka.
-
Spożywanie alkoholu i kofeiny: Darmowe drinki czy kolejna kawa na pokładzie brzmią kusząco, jednak oba te płyny działają silnie moczopędnie, odwadniając organizm od wewnątrz.
-
Dotykanie twarzy dłońmi: Stoliki, podłokietniki i klamki w samolotach to siedliska milionów bakterii. Przenoszenie ich na osłabioną i nawilżoną kremami cerę to prosty przepis na wysyp bolesnego trądziku już w 2 dniu wakacji.
Aby pomóc skórze w walce z podniebną suszą, działaj także od wewnątrz. Podstawową zasadą jest wypicie minimum 1 szklanki niegazowanej wody na każdą 1 godzinę spędzoną w powietrzu. Tylko takie dwutorowe podejście zagwarantuje Ci idealny wygląd tuż po zejściu po schodkach na rozgrzaną płytę lotniska.
